piątek, 17 lipca 2015

3. Recenzja książki: Love, Rosie - Cecelia Ahern


Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi, Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex odważą się ją wykorzystać?

Ugh, przyznam szczerze, że kompletnie nie wiem, co napisać. Cecelia Ahern wywierciła we mnie pustkę, ponieważ tak wzruszającej i emocjonalnej książki nie miałam okazji jeszcze przeczytać. Z całym szacunkiem do Johna Greena, którego od zawsze uwielbiałam, ale Love, Rosie okazało się tysiąc razy lepsze od Gwiazd naszych wina.

O Love, Rosie dowiedziałam się podczas wieczornego buszowania na YouTubie. Po prostu oglądałam zagraniczne trailery filmowych premier, a był to wówczas grudzień 2014, akurat kiedy trwał ''szał'' na Love, Rosie. Trailer naprawdę mi się spodobał, byłam nim po prostu oczarowana i wprost nie mogłam się doczekać, aby w całości oglądnąć film. W tym przypadku zaczęłam szukać nieco informacji o tym filmie na filmwebie i w międzyczasie dowiedziałam się, że jest to ekranizacja książki pt. Na końcu tęczy. Bardzo się wtedy ucieszyłam, bo od kiedy pamiętam wyznaczałam zasadę ,,najpierw książka, potem film'', dlatego najpierw postanowiłam zaopatrzyć się w papierową wersję. Poszperałam trochę w internecie, aby wiedzieć, z jaką książką mam do czynienia i ku mojemu zaskoczeniu znalazłam darmowy fragment pierwszych rozdziałów książki. Jak pamiętam, bardzo mi się spodobał, dlatego postanowiłam jak najszybciej kupić książkę. Nie wiem  dlaczego dopiero teraz ją przeczytałam; niby bardzo ciągnęło mnie do tej powieści, ale chciałam, aby ten szał wokół Love, Rosie się trochę uciszył oraz żeby wyrobić sobie subiektywną opinię.

Muszę przyznać, iż na początku byłam nieco zaskoczona formą, jaką została napisana ta książka, czyli w postaci listów, e-maili, pocztówek, zaproszeń, okienek z czatu itd. Uważam to za duży plus tej powieści, bowiem wydaje się ona być przez to nieszablonowa i oryginalna. Ktoś może sobie pomyśleć, że taka forma napisania książki może okazać się dziwna, czy też nieciekawa, dlatego w tej oto recenzji chcę obalić ten mit. Nie należy w taki sposób podchodzić do książki! Podczas czytania Love, Rosie ani razu nie poczułam się znudzona albo, o zgrozo zmęczona powieścią. Cecelia Ahern wiedziała, na co się pisze. Wszystkie te pocztówki czy listy przedstawiła nam w naprawdę wiarygodny sposób. Nie było tam niczego na siłę i doszłam też do wniosku, że nie byłabym w stanie wyobrazić sobie Love, Rosie ze zwyczajnymi dialogami albo opisami. Jestem mile zaskoczona, że autorka potrafiła wcielić się w rolę czy to dziecka, czy dorosłego i wyszło jej to naprawdę naturalnie.

Ogromnym plusem tej książki są przede wszystkim bohaterowie. Było ich całkiem sporo, jednak ja najbardziej polubiłam Ruby, czyli najlepszą przyjaciółkę Rosie. Ta kobieta po prostu jest genialna. To ona najbardziej wywoływała u mnie śmiech, jej sarkastyczne żarty pozaznaczałam sobie kolorowymi karteczkami i nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie pojawiła się w książce.

Mimo że książka została napisana w dosyć inny sposób, okazała się niesamowita i wzruszająca. Gwiazd naszych wina. Jestem do bólu zakochana w tej książce i nie mogę przestać o niej myśleć, tak więc oficjalnie mam kaca książkowego. Jeszcze się po niej nie otrząsnęłam, dlatego jak przeczytam kolejną powieść Ceceli Ahern to chyba wrócę do normalności, a raczej nowego świata. Coś czuję, że Love, Rosie to książka, która długo będzie tkwić mi w pamięci. Niby banalna powieść, ale tak wzruszająca (słowo wzruszająca za dużo pojawia się w tej recenzji) i dająca dużo do myślenia. Z całego serca wam ją polecam, jeśli lubicie romanse i dramaty. Dopiero teraz zauważyłam, że nie wspomniałam o żadnych wadach, jednak są one wprost niezauważalne i postanowiłam nie zawracać sobie nimi głowy, a raczej skupić się na zaletach, które przeważają w 99 procentach. Za niedługo zamierzam oglądnąć ekranizację, więc mam nadzieję, że wypadła ona również wspaniale jak książka.
Po jakiś 80 stron wymiękłam i płakałam, a jakżeby inaczej, nie wspominając już o końcu, który totalnie mną wstrząsnął. Tak emocjonalnej i wzruszającej książki nie miałam jeszcze okazji przeczytać, nie licząc oczywiście ukochanych

16 komentarzy:

  1. Przyjemna recenzja! :) "Love, Rosie" to jedna z najlepszych (moim zdaniem bynajmniej) książek wszech czasów! Mało jaka książka potrafi szczerze mnie rozśmieszyć lub zmusić do łez, a przy tej powieści na przemian to wybuchałam śmiechem to płakałam z wzruszenia. Muszę koniecznie zabrać się za inne książki Cecelii i mam nadzieję, że wywrą na mnie równie ogromnie wrażanie jak właśnie ta powieść.
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, ja jak na razie zamierzam zabrać się za jej niedawna wydaną książkę, a mianowicie "kiedy cię poznałam". :)

      Usuń
  2. Obejrzę film, ale książkę nie wiem, czy przeczytam :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka mnie kusi i kusi :) Muszę w końcu ją dorwać :)
    Świetna recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może i bym przeczytać chciała, ale czasu mało, a czekających książek dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka także niesamowicie przypadła mi do gustu. Naprawdę piękna i wzruszająca książka o sile miłości ;)
    A co do filmu, to nie chcę w żadnym razie zniechęcać do oglądnięcia go, ale moim zdaniem film wyszedł naprawdę blado na tle pierwowzoru. Mimo wszystko jednak przyjemnie się go ogląda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem zawsze (no, może nie zawsze, bo są wyjątki) filmy wychodzą gorzej od książek, bo za bardzo za nimi (filmami) nie przepadam. Ekranizacje oglądam wtedy, kiedy książka naprawdę okaże się świetna. Mam jednak nadzieję, że film wyjdzie dobrze :)

      Usuń
  6. Słyszałam dużo o książce. Jednak opinie są różne. Po Twojej recenzji z chęcią bym kupiła i przeczytała. Ale dużo było opinii, że jest nudna, słaba itp. Nie wiem więc co dokładnie o niej myśleć. Chyba będę się musiała przekonać sama - czytając.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w planach książkę, ale szczególnie film. Chyba nie przekonuję mnie w pełni forma listowna książki, nie wiem jak bym na nią zareagowała. Bohaterowie mnie jednak intrygują, dało się ich tak polubić podczas czytania e-maili?

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jak! nie wyobrażam sobie tej książki w innej formie :)

      Usuń
  8. Jak na razie za mną tylko książka - świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O Boże kocham ta książkę i film też :* Sam Claflin :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna książka !
    Zapraszam do mnie,
    http://modnaksiazka.blogspot.com/2015/10/czy-prawdziwa-przyjazn-miedzy-kobieta-i.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)