piątek, 14 sierpnia 2015

7. Recenzja książki: Elita - Kiera Cass


Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć. Ami i książę Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu. Aspen jest jednym z żołnierzy strzęgących bezpieczeństwa kandydatek, a to wcale nie ułatwia Ami zrozumienia własnych pragnień.

Elita, czyli kontynuacja Rywalek. Seria, którą polubiłam, mimo że sama w sobie nie jest wybitna, tylko infantylna i przewidywalna. Postanowiłam jednak zmierzyć się z drugim tomem, który mimo pewnych wad miło mnie zaskoczył.

Po zakończeniu pierwszej części wprost nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę po Elitę. Od samego początku liczyłam się z tym, aby nie oczekiwać od tej serii zbyt dużo, ale Kiera Cass stworzyła coś naprawdę dobrego, coś co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

W drugim tomie można zauważyć, że styl autorki nieco się poprawił. Mowa tu też o ubogim słownictwie, o którym wspomniałam w recenzji Rywalek. Cass chyba zwróciła na to uwagę, gdyż w Elicie takie błędy pojawiały się naprawdę rzadko, a sama też zaciekawiona fabułą nie zwracałam na nie uwagi. Przeczytanie Elity zajęło mi bardzo mało czasu, a wszystko za sprawą lekkiego pióra autorki. Oba tomy czytało mi się niezwykle szybko i przyjemnie, co jest głównym plusem tej serii.

W porównaniu z Rywalkami, wydaje mi się, że fabuła jest nieco ciekawsza jednak w drugim tomie. Rywalizacja o koronę i Maxona zrobiła się bardziej zażarta, a konkurentki nie pozwalały na nudę. A Celeste, która została moją ulubienicą już w pierwszym tomie, stała się jeszcze większą jędzą niż kiedykolwiek była.

W recenzji Rywalek narzekałam na mało szczegółowy opis sytuacji politycznej, który tym razem został bardzo bogato przedstawiony. W Elicie czeka na nas zdecydowanie więcej informacji o owczesnym państwie Ilei, czy chociażby o czasach za panowania dawnego władcy, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, gdyż na to najbardziej liczyłam ze strony Cass.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to Maxon znacznie mniej mnie denerwował i w sumie po pewnym czasie zauważyłam, że zaczęłam go jako tako lubić. Być może jest to spowodowane tym, że Kiera Cass w Elicie bardziej skupia na nim uwagę, przy czym wzbogaca go o nowe cechy charakteru, dzięki czemu książę nie wydawał mi się "papierowy". Mimo wszystko dalej kibicuję Aspenowi, choć to dosyć oczywiste, że w Jedynej Ami odda swoje serce Maxonowi.

W  Rywalkach nie zwracałam aż takiej dużej uwagi na pozostałe kandydatki, może dlatego, że było ich z trzydzieści parę, tutaj jednak jest ich sześć i dopiero w połowie czytania zdałam sobie sprawę, że oprócz Celeste, żadna z rywalek nie jest tak naprawdę dobrze wykreowana. Żadna nie odznaczała się niczym szczególnym, po prostu miała ten sam charakter co druga. Mam nadzieję, że w Jedynej autorka zwróci na to większą uwagę, chociaż ubolewam nad tym, że dopiero może zrobić to w trzeciej części.

Co do Ami... Jeszcze przed przeczytaniem pierwszego tomu, czytałam recenzje Elity i w większości z nich miało miejsce ogrom narzekania na główną bohaterkę, a mianowicie na jej brak zdecydowania. No wiecie: Aspen vs Maxon, dlatego bałam się, że America na tyle mnie wykończy, że nie dam rady dokończyć Elity. Na szczęście to tylko błędne przypuszczenie, może główna bohaterka nie była idealna w Elicie, natomiast ja na tyle związałam się a Ami, że naprawdę nie przeszkadzał mi jej ciągły płacz czy niezdecydowanie pod względem przyszłego męża. W sumie to bałam się raczej, że autorka postanowi ominąć sprawy uczuciowe i Ami ni skąd ni zowąd bez zastanowienie odda się Maxonowi. Spodobało mi się, że Kiera Cass wałkowała wybór Americi tak długo, jednak kiedy już pomału przeginała, przerwała. W Elicie bardzo zżyłam się z Ami i naprawdę o wiele bardziej ją teraz lubię.

Akcja toczy się naprawdę szybko, jest jednak ona bardzo ciekawa, czasami też nieco zaskakująca. Autorka bardzo dobrze posługuje się opisywaniem przeróżnych sytuacji czy zdarzeń. Jedyne, co nadal mnie w tej książce nie zadowala, to nędzne dialogi. Może nie są one złe, ale też do dobrych nie należą. Po prostu brakuje mi w nich naturalności, jednak mam nadzieję, że w Jedynej będzie już wszystko z nimi w porządku. A, i jeszcze poczucie humoru. Żarty bohaterów, które za pewne powinnam uznać za śmieszne były mało zabawne, a raczej w ogóle mnie nie śmieszyły. Dopiero kiedy autorka wyjaśnia, że to miał być wspaniały żarcik, zdaję sobie, że  tam gdzie powinnam chociażby się nieco uśmiechnąć siedzę nieporuszona i zniesmaczona. Po prostu poczucie humoru nie jest mocną stroną książki i w sumie wolałabym, aby nie było żadnego, niż żeby na siłę pisać drętwe riposty.

Podsumowując, Elita okazała się pod paroma względami lepsza od pierwszego tomu, nie zmienia to jednak faktu, że nadal podchodzę do tej serii z przymrużeniem oka. Jest to dobra powieść, która niestety ma pewne wady, gdyż styl pisania autorki oraz dialogi jeszcze wiele pozostawiają do życzenia. Bardzo dobrze bawiłam się przy tej książce, a fantastyczne suknie i królewski klimat przeniosą was do nowego świata, z którym będzie trudno mi się rozstać. Polecam Wam całą serię, jednak nie oczekujcie od niej wybitnego dzieła, by za bardzo się na niej nie zawieść. Wszystkie (na razie dwa) tomy mają w sobie to coś, a nietuzinkowy pomysł autorki to same plusy powieści. Zamierzam sięgnąć po Jedyną, jednak nie zrobię tego teraz, aby nieco ochłonąć po Elicie.              

19 komentarzy:

  1. Ja polubiłam tę serię jako całość, ale ta część była dla mnie słabiutka. Jestem jedną z tych, co ciągły płacz i niezdecydowanie Ami doprowadzał do szału. Miałam problemy ze skończeniem tej książki i, niestety, ale żałowałam wydanych pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim podobają mi się okładki ;)
    Zachęciłaś mnie do czytania mimo tych drobnych wad ;)
    czytanienaszymzyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne okładki, szkoda tylko że treść wielkiego szału nie robi. Może kiedyś sięgnę ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam u siebie :)
    Przyjemny, że tak powiem odmóżdżacz...
    Choć młodszym czytelniczkom na pewno się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładki są prześliczne :)
    Wszyscy w kółko gadają o tej serii, a ja jej jeszcze nie przeczytałam.

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki są cudowne, to fakt. To właśnie jeden z czynników, dlaczego chciałam przeczytać pierwszy tom :)

      Usuń
  6. Pierwsza część podobała mi się znacznie bardziej od drugiej (ale i tak trzecia jest najlepsza :D)
    Ja jestem team Maxon bo Aspen mnie strasznie irytował...
    Świetna recenzja,
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Druga część podobała mi się odrobinę mniej, chyba przez to jak zachowywała się Mer. O i jeszcze Aspen mnie strasznie wkurzał!
    Za to Maxon taki kochanyyyy :* :*
    Aż nabrałam ogromnej ochoty, żeby przeczytać Jedyną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie zupełnie na odwrót... Naprawdę nie wiem, co ludzie widzą w Maxonie :/

      Czytaj, czytaj! :D

      Usuń
  8. Dodałaś fantastyczne zdjęcia do recenzji :) Mnie w tej części irytowała Ami, brakowało mi w niej zdecydowania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam jeszcze tej serii i wciąż zastanawiam się, czy to zrobić. Kiedyś jakoś bardziej mnie do niej ciągnęło. Ale trzeba przyznać, że okładki ma świetne ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. LBA ode mnie ;) : http://czytanienaszymzyciem.blogspot.com/2015/08/lba-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, kolejne Lba, bardzo dziękuję. Za niedługo zamierzam zrobić post z poprzednimi nominacjami, wciąż wszystkie nadrabiam :)

      Usuń
  11. I LBA ode mnie ;) Świetnie że wróciłaś do pisania :D
    http://krolestwo-ksiazek.blogspot.com/2015/08/3-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo miłe zaskoczenie, dzięki!

      Usuń
  12. Drugi tom podobał mi się zdecydowanie najbardziej z całej serii ;>

    OdpowiedzUsuń
  13. O proszę, dotychczas czytałam, że drugi tom był znacznie gorszy od poprzedniczki, ale w końcu co kto lubi ;) Na tę serię dalej mam chrapkę, mimo tych pewnych mankamentów ;)
    http://czytelnicze-turbulencje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli dobrze bawiłam się przy "Elicie" to z całego serca polecam czwarty rozdział "Jedynej". Bez przerwy się śmiałam, a w oczach po prostu miałam łzy. Nie sądziłam, że Ami będzie potrafiła mnie tak rozbawić, a jednak jej się udało :D
    http://zaczarowana-me.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)