poniedziałek, 24 sierpnia 2015

9. Recenzja książki: Love story - Jennifer Echols


Erin wie, że szczęśliwe zakończenia częściej zdarzają się w książkach niż w życiu... I właśnie dlatego chce zostać pisarką - autorką romansów historycznych, w których on i ona, za nic mając konwenanse, pokonują wiele przeszkód, by paść sobie w ramiona. By zrealizować to marzenie, Erin jest gotowa na śmierć pokłócić się z babką i z pustym portfelem szturmować Nowy Jork. Ma nadzieję, że kurs pisarstwa pozwoli jej zapomnieć o tragicznych wydarzeniach z przyszłości oraz o Hunterze, niegdyś przyjacielu, później śmiertelnym wrogu. Szalenie przystojnym, bardzo inteligentnym i obrzydliwie seksownym wrogu... Wzorując na Hunterze bohatera swojego opowiadania, Erin nie przypuszcza, że chłopak kiedykolwiek je przeczyta. Jednak niespodziewanie Hunter dołącza do uczestników kursu kreatywnego pisania... Ups! Chłopak nie tylko bezbłędnie rozpoznaje siebie w postaci chłopca stajennego, ale postanawia odpić piłeczkę.

Rzadko zdarza mi się czytać typowe love story, gdyż przeważnie, kiedy już po nie sięgam poziom tych powieści jest bardzo niski. Skuszona jednak ciekawą okładką i zaintrygowana opisem postanowiłam zapoznać się z powieścią Love story autorstwa Jennifer Echols. Jak wyszło?

Długo zastanawiałam się, co mogę napisać o tej książce, bowiem kiedy kończyłam powieść, w głowie miałam już ustaloną recenzję, ale teraz, kiedy zasiadłam do klawiatury ogarnęła mnie nagła pustka. No bo jak można napisać taki gniot?!

Jak już pisałam, rzadko sięgam po takiego typu romanse, dlatego nie mogę porównać tej książki do innych love story. Mogę tylko powiedzieć, że Jennifer Echols to jedna z gorszych pisarek, z jakimi miałam styczność. Ale przejdźmy do rzeczy.

Fabuła. Ach, ta fabuła... Z opisu wydawałoby się, że Jennifer Echols wpadła na świetny i nietuzinkowy pomysł, ale niestety muszę was rozczarować. Ten opis w ogóle nie pokrywa się z tym, co znajduje się w książce, jedynie zgadzał się na początku. Co do tych opowiadań, które główni bohaterzy pisali na zajęcia z kreatywnego pisania - rzekomo to one miały reprezentować książkę, a było ich jak na lekarstwo, z trzy albo cztery, i to takie krótkie. Myślałam, że autorka wykorzysta swój pomysł i w ciekawszy sposób przeleje go na kartki, ponieważ opowiadania pisane przez dwójkę głównych bohaterów były naprawdę nudne i mimo że było ich tak mało nie chciało mi się ich czytać. A cała ta historia miała potencjał i gdyby pani Echols postanowiła nieco ubarwić te opowiadania nie byłoby aż tak źle.

Tak naprawdę przez ponad dwieście stron nic się w tej książce nie dzieje. Jedynie możemy poczytać o tym, jak Erin kocha/nienawidzi Huntera, pisze eseje na historię, wycina z papieru jakieś origami, pracuje w kawiarni (w której nie umie nawet zrobić kawy) no i oczywiście odpływa przy wspomnieniu o Hunterze. Dopiero po tych dwustu stronach coś zaczynało się dziać, ale akcja w całej książce była tak powolna, że nie szło jej normalnie czytać, więc musiałam co kilkanaście minut odkładać książkę. No bo ile można czytać o tym, że Erin tęskni za Hunterem? Kompletnie nie potrafiłam wczuć się w to wszystko, co przechodzi główna bohaterka. Nie byłam nawet w stanie zrozumieć decyzji Erin, które naprawdę było nieprzemyślane i dziecinne.

Co do reszty bohaterów, rzadko mam do nich jakiekolwiek zastrzeżenia, ale Jennifer Echols nie potrafi ich kreować w taki sposób, abyśmy poczuli do nich sympatię. Wszystkie postacie były nudne i takie same, więc miałam problem z ich rozróżnieniem. Tak naprawdę nie zauważyłam, aby któryś z bohaterów się jakoś specjalnie odróżniał, dlatego nie zwracałam na nich uwagi. Kolejny minus.

A główna bohaterka? Mimo tych wad, nie była zła, ale też nie było szału. Podczas czytania dało się ją znosić, ale pod koniec Love story sama już nie wiedziała, czego chce. Ciągłe narzekania "Hunter mnie nie kocha", "On tylko udaje" dawały mocno w kość. Ale mimo wszystko Erin była jako tako okej.

Pióro Jennifer Echols nie jest złe, ani dobre. Jest po prostu przeciętne. Widać, że autorka dopiero zaczyna swoją przygodę z pisaniem, bo podczas czytanie zauważyłam sporo nieścisłości. Pani Echols niestety nie raczyła odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania, wydaje mi się, że Love story nieco ją przerosło.

Głównym tematem tej książki miały być przecież opowiadania, ale autorka zdecydowała się na inny motyw - konie. Konie w Love story pojawiały się non stop. Jennifer Echols przynajmniej raz na kilka stron musiała wspomnieć o koniach. Nie żebym miała coś do tych zwierząt - tego po prostu było za dużo.

Reasumując, Love story to jedna z gorszych powieści, jakie miałam okazję dotychczas czytać. Mdli bohaterowie, wolno ciągnąca się akcja i naiwna główna bohaterka nie przekonują mnie do sięgnięcia po inne książki tej autorki. Nie oczekiwałam po tej książki fenomenu, ale nie myślałam też, że może okazać się aż tak kiepska. Naprawdę miałam nadzieję, iż autorka wykorzysta swój pomysł i napisze z tego niezłą książkę. Niestety jest, jak jest, dlatego odradzam wam sięgnięcia po tą lekturę, zwłaszcza jeżeli temat z końmi was nudzi. Jennifer Echols umie jednak opisywać z niezwykłą dokładnością emocje głównej bohaterki, a dialogi i opisy też były w porządku, ale to niestety za mało.

Nie rozumiem tylko fenomenu tej autorki. Jak dla mnie pisze zwyczajnie, ale choć pomysł miała dobry, niestety nie wypalił. Jak już wspomniałam, ta książka ją przeraziła, dlatego nie zamierzam sięgać po żadne inne dzieła Jennifer Echols.

30 komentarzy:

  1. Możemy mieć co najwyżej nadzieję, że autorka jakoś wypracuje swój styl pisania i poprawi swoje błędy. W końcu to na nich człowiek się uczy ;)

    czytanienaszymzyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, wydaje mi się, że to chyba jej pierwsza książka, ale pewności nie mam :)

      Usuń
  2. Przeczytałam wszystkie książki Echols wydane dotąd u nas, a "Love story" było pierwszą z nich. Było to około dwa lata temu i wtedy mi się nawet podobało, chociaż jestem zdania, że choć Echols pisze fajnie, to każdej z jej książek czegoś brakuje. Nie potrafię dokładnie sprecyzować, ale zawsze coś jej umyka, przez co nie mogę powiedzieć, że książka była świetna. :)
    PS W drugim akapicie masz błąd- nie Jennifer Nichols, a Echols :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, czytałam tę recenzję jakieś sto razy, a takie coś mi umknęło, dzięki za spostrzeżenie :D

      Usuń
  3. Ta książka znajduje się w mojej bibliotece i miałam ją wypożyczyć, ale teraz już sama nie wiem :/
    Nie lubię naiwnych bohaterek, więc chyba sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To raczej nie moje klimaty, wątpię czy kiedyś zapoznam się z tą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, po Twoim nicku widzę, że lubisz "Dary Anioła" :)
    Książki nie mam zamiaru przeczytać, jak może wiesz, siedzę w fantastyce po same uszy i nie do końca chcę się z niej wygrzebać. Poza tym naprawdę nie mam ochoty tracić czasu na to coś, co chyba wartościową powieścią nazwać nie można ;) Dzięki za ostrzeżenie ^^
    Pozdrawiam i obserwuję ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy lubię? Kocham! :DD

      Również uwielbiam fantastykę, ale ostatnio jakoś wzięło mnie na New Adult :)

      Usuń
  6. Okładka faktycznie przyciąga. Kurcze... Liczyłam na jakąś ciekawą historię, ostatnio lubię love story.. Naprawdę aż tak źle? No cóż... Nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, do tej pory tej autorki czytałam jedynie "Dziewczynę, która chciała zbyt wiele" i mi osobiście przypadła do gustu. Zastanawiam się właśnie czy nie sięgnąć po inną książkę autorki, ale chyba nie po powyższą, bo zrównałaś ją z ziemią :) Nie wiem, być może w takim razie sięgnę po "Odlot" ;)

    Pozdrawiam,
    nowa recenzja, Czytelnicze turbulencje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może inne powieści tej autorki są lepsze, ale jak już pisałam nie jestem tego ciekawa :)

      Usuń
  8. Jakoś nie przekonuję mnie ta książka :P, ale z opisu wydawała się nie taka zła :/
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam już dawno ta książkę jednak nie pamiętam już czy mi się podobała czy nie :D
    dobraksiazka1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej nie zapoznam się z tą książką, ponieważ kompletnie mnie nie przekonuje. Wydaje mi się, że to mogłaby być tylko strata czasu ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaby? Eh, to niestety była strata czasu! Chciałam jednak dotrwać do końca :)

      Usuń
  11. Miałam w planach kilka książek tej autorki (m.in. właśnie ''Love story''), ale z czasem kompletnie przestały mnie interesować. No, i postanowiłam je sobie odpuścić. Teraz widzę, że dużo na tej decyzji nie straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  12. To ja już podziękuję na starcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Echols miałam jedną książkę, ale z tego, co widzę nawet jej nie czytałam. szkoda, że pozycja jest słaba. Fabularnie zapowiadała się ciekawie. Konie lubię, ale nie aż w takim natężeniu, jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba sobie w takim razie odpuszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdaje się, że jedną książkę tej autorki czytałam - i pozostawiła po sobie dobre wrażenia. Mimo to nie mam chęci na więcej, a po Twojej recenzji na pewno odpuszczę sobie tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętam, jak kiedyś miałam fazę na tę autorkę i ciągle czytałam jej książki. Wtedy mi się podobały, ale jestem pewna, że teraz uważałabym je za gnioty. Z czasem zmienił mi się trochę gust :
    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Opis fabuły brzmi dobrze, szkoda, że to jednak nie była dla Ciebie dobra lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z opisami tak zawsze niestety jest - moje typowe rozczarowania :/

      Usuń
  18. Uuuu to mnie trochę zasmuciłaś, ponieważ mam inną książkę autorki na półce. Może ona nie będzie taka zła :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojej, a opis fabuły wydawał się taki ciekawy, a tutaj proszę, nic ciekawego - gniot xD uwielbiam to określenie, jest takie wymowne ;):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gniot wyraża wiecej niż tysiąc słów :)

      Usuń
  20. Nie miałam okazji czytać tej powieści i nie żałuję. Nie spodziewałam się jednak, że to aż taka słaba historia. Koniec to temat, o którym wciąż mówi mi moja koleżanka, która się nimi fascynuje, czytanie o nich to byłoby już przegięcie. To niezdecydowanie bohaterki, by mnie chyba dobiło.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś czytała w moich myślach... :) moi znajomi często nawijają o koniach, do tego jeszcze te zwierzęta w książkach. .. ach :D

      Usuń
  21. W ogóle nie czytam love stories :P
    Mnie nawet wątki miłosne wkurzają :D
    Powiem tak - opis był intrygujący, to opisywanie i w ogóle. Nawet ja uważam, że pomysł miał potencjał. Tylko widocznie ten potencjał - co wynika z twojej recenzji - przerósł autorkę.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie spotkałam się jeszcze z tą autorką. Jeśli sięgam po jakieś romanse sprawdzam najpierw kilka opinii, bo niekiedy można bardzo się przejechać na tego typu książkach. Oczywiście trzeba również lubić taki gatunek. Raczej nie zainteresuje się "Love Story", ale sprawdzę inne dzieła tej autorki. Może w późniejszych latach twórczości miała lepsze pomysły, albo raczej dopracowania swojej powieści :)

    http://zaczarowana-me.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)