środa, 5 sierpnia 2015

5. Recenzja książki: Odcięci od świata - Emmy Laybourne


Potężne tsunami pustoszy wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nad krajem przetaczają się straszliwe burze, a ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna. Sześcioro licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka mniejszych dzieci po wypadku w drodze do szkoły chroni się w supermarkecie, Wielki sklep szybko staje się jednak zarówno ich schronieniem, jak i więzieniem. Grupka zdanych na siebie, przerażonych, odciętych od świata dzieciaków zaczyna tworzyć małą społeczność: organizują sobie życie, dzielą obowiązki, starsi opiekują się młodszymi, ale też ujawniają się szkolne sympatie, antypatie i skrywane dotąd uczucia, wyłaniają się naturalni przywódcy i ci, którzy chcą skorzystać z sytuacji i trochę się zabawić...

Dosyć dawno panował szał na tę książkę. Nie przepadam za dystopią, jednak postanowiłam dać książce szansę, ponieważ wiele osób od jakiegoś czasu polecało mi tę serię. Monument 14 bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, więc już na wstępie mogę Wam powiedzieć, że to jedna z lepszych powieści, jaką miałam okazję ostatnio przeczytać.

Całą katastrofę przedstawia nam nastoletni Dean. Podczas cztania odniosłam wyrażenie, że ów chłopak to taki ''męski'' odpowiednik Belli ze Zmierzchu, przynajmniej ja tak się czułam, kiedy główny bohater milion razy dawał nam do zrozumienia, że nie jest super i ekstrawagancki jak jego pozostali koledzy. Nie spodobało mi się to, że autorka tak się nad nim litowała. Cały czas go niańczyła i często miałam wrażenie, że Dean co chwila zmienia płeć. Chłopak od razu skojarzył mi się z Peetą Mellark z Igrzysk Śmierci (Tak, tak - Team Gale, przepraszam!). Taki ciotowaty i nędzny. Na szczęście nie cały czas taki był. Ogromnie mi się to nie spodobało, jednak myślę, iż dodaje to pewnego uroku powieści i teraz, kiedy jestem świeżo po lekturze nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli narratora, jak Deana.

Na początku nie mogłam się wciągnąć w Monument 14. Myślę, iż może być to kwestia innego stylu pisania autorki. Nie był płynny, więc trudno było mi się do niego przyzwyczaić. Mimo wszystko bardzo wciągnęłam się w tę książkę, a przede wszystkim ze względu na szybko rozwijającą się fabułę. Autorka nie bawiła się w czytelnikami - od razu, z grubej rury wszystko się zawala i od samego początku jesteśmy świadkami najgorszego wydarzenia. Ja ani razu nie poczułam się znudzona. Cały czas coś się działo, czasami były to tylko pojedyncze akcje, a czasami takie, które miały wielki wpływ na dalszą fabułę. Nieraz poczułam się zaskoczona obrotami niektórych spraw. Monument 14 niesamowicie zaskakuje i czytelnik sam nie ma pojęcia, komu główni bohaterowie mogą zaufać, bowiem w książce pojawiały się i czarne charaktery, którzy nieco psują spokojny zakątek Deana. Lubię, kiedy książka potrafi mną wstrząsnąć, zwłaszcza na końcu. Końcówka była nie do opisania, po prostu gapiłam się bez słowa na książkę i nie byłam w stanie niczego wydusić.
Jak autorka mogła skończyć książkę w takim momencie?!

Mimo drętwego Deana, dialogi były bardzo zabawne, więc trudno było się chociaż raz nie uśmiechnąć przy tej książce. Od razu polubiłam większość bohaterów i ich poczucie humoru. Pokochałam w szczególności najmłodszych bohaterów - były takie słodkie i urocze, jednak potrafiły dać w kość, kiedy było trzeba. Nie mogę się doczekać kolejnej części, bo wyczuwam, że młodsi będą odgrywać w nich nieco ważniejszą rolę. Każda osoba miała swój unikalny charakter i mimo że było ich dosyc dużo nie zdarzyło mi się mylić imion.

Bardzo polecam Wam tę książkę, jeżeli szukacie dobrej powieści w tym gatunku, a ja już nie mogę się doczekać spotkania z kolejną częścią, która, mam nadzieję wyjdzie równie dobrze jak pierwsza. Nie oczekujcie jednak arcydzieła, bo styl autorki i zasób słownictwa nie są mocną stroną tej powieści, jednak mimo wszystko świetnie się bawiłam czytając Odciętych od świata. Jest to bardzo lekka, ale dająca do myślenia lektura, z którą każdy fan dystopii powinien się zapoznać, jednak radzę nie oczekiwać, że ta książka stanie się waszą ulubioną.

5 komentarzy:

  1. Ja również nie przepadam z dystopiami, ale nie ukrywam, że już od dawna mam ochotę na Monument 14! ;)
    Mam nadzieję, że wkrótce wpadnie w moje łapki i będę miała okazje zapoznać się z twórczością Emmy Laybourne.
    Pozdrawiam cieplutko ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog, zapraszam do siebie jestem tutaj nowa. Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło tu u ciebie, będę wpadać!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)