wtorek, 11 sierpnia 2015

6. Recenzja książki: Rywalki - Kiera Cass


Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona. Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer. Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem - jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie. Jednak gdy spotyka Maxona, który tak naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić...

Nawet nie wiem, ile łącznie przeczytałam recenzji Rywalek, ale to chyba właśnie dzięki nim zdecydowałam się sięgnąć po tę serię. Od początku wiedziałam, aby nie oczekiwać od niej wybitnego dzieła, tylko lekkiej lektury. Czy było jednak aż tak źle?

Na początku wspomnę, iż pomysł na podziały kastowe mi się w tej książce nie spodobał, oczywiście wszystko za sprawą tego, że już z tym samym spotkałam się przy Igrzyskach śmierci. Nie lubię monotonni i powtarzających się książek, dlatego miałam nadzieję, że Kiera Cass jakoś z tego wybrnie. Gdyby autorka Rywalek nie zepsuła tego pomysłu, nie miałabym nic przeciwko kastom w tej książek. Cass jednak schrzaniła sprawę, bowiem Suzanne Collins w Igrzyskach bardzo ciekawie przedstawiła wszystkie kasty oraz sytuację polityczną, a w Rywalkach na ten temat nie dowiadujemy się za wiele, jedynie autorka opisuje nam najważniejsze informacje. Bardzo się na tym zawiodłam, bo mimo że same Eliminacje były bardzo ciekawe, to brakowało mi więcej szczegółów zza pałacowego życia.

Kiera Cass w książce posługuje się lekkim językiem, jednak nie jest on sam w sobie oryginalny. Ubogie słownictwo autorki niesamowicie mnie męczyło. Czy język angielski jest aż tak biedny? Nie jest, to pytanie retoryczne. Może podam kilka przykładów, abyście wiedzieli o co dokładnie mi chodzi:
Jednak ja wpatrywałam się w moje nowe dżinsy.
- Wow, wyglądają wspaniale.
- Wiem. Są wspaniałe.

Ufałam, że działania względem mnie nie były w żaden sposób fałszywe, a potem pomyślałam o dziewczynach, które wszystkie były zbyt fałszywe.

Uśmiechnęłam się, kiedy zobaczyłam wchodzącą Marlee, która z uśmiechem pomachała do mnie i podeszła, aby usiąść obok mnie.

- Drogie panie - powiedział Maxon.
- Wasza wysokość - powiedziała, dygając. - To zaszczyt, panie. 
- Dla mnie również - odpowiedział z uśmiechem.

Mimo drętwego słownictwa książkę naprawdę krótko mi się czytało. Kiera Cass wciągnęła mnie do swojego świata na tyle, że sama po chwili w nim żyłam. Powieść czyta się niesamowicie szybko i lekko, co podoba mi się w książkach, których niestety nie biorę na poważnie. 

Bowiem do Rywalek podeszłam z lekkim dystansem, gdyż ostatnio żadna książka nie rozbawiła mnie tak samo, jak zrobiły to Rywalki. Oczywiście mój śmiech nie był spowodowany żartami bohaterów, a raczej zażenowaniem niektórych sytuacji. Znalazło się kilka aż tak niepoważnych momentów, że zastanawiałam się, czy autorka przypadkiem nie użyła tu ironii. Ale nie, nie użyła. Mimo tego, sam pomysł jest ogromnym plusem tej powieści. Kiera Cass wykreowała niesamowity świat, w którym chciałabym żyć. Klimat pałacu oraz zażarta rywalizacja zostały w tej książce naprawdę bardzo dobrze pokazane. Jedynym minusem jest jednak samo reality show. Czy tylko ja nie poczułam się, jakby to był prawdziwy program telewizyjny? Owszem, na początku jest to dobrze pokazane, te wszystkie kamery, zapowiedzi... A potem? Potem był tylko jeden wywiad, a szkoda, bo oczekiwałam, że będzie tego znacznie więcej. Być może w kolejnych częściach Kiera Cass pokaże nam nieco więcej reality show, czy chociażby telewizyjnych wywiadów, abyśmy mogli dowiedzieć się więcej o reszcie uczestniczek.

Co do bohaterów, to większość została naprawdę bardzo dobrze wykreowana, z wyjątkiem Maxona. Dla mnie był on jedynie papierową osobą stworzoną bez głębszego zastanowienia. W ogóle nie poczułam do niego sympatii i przez większość książki działał mi na nerwach. Rozumiem, że jest księciem, ale jak można być aż tak sztywnym?! Był drętwy i nędzny, naprawdę, nie tego oczekiwałam po chłopaku, w którym zakochała się większość czytelniczek. Autorka nie przyłożyła się do jego postaci, nawet nie przedstawiła nam jego ogólnych cech charakteru. Uważam, że Maxon to jeden z gorszych męskich postaci, o jakich kiedykolwiek czytałam i naprawdę ubolewam nad tym, że America może coś do niego poczuć, bo tak, wolę tego drugiego, czyli Aspena - to on zdobył moje serce. Niestety Kiera Cass postanowiła zrobić trójkąt miłosny, czego nienawidzę w takich typu powieściach. Mam nadzieję, że w Elicie jakoś z tego wybrnie, bo mam dość trójkątów miłosnych, na które cały czas trafiam.

O głównej bohaterce nie mam za dużo do powiedzenia. Wydaje mi się, że niczym nie różni się od typowej dziewczyny, o której możemy poczytać w większości słabych książek. America nie była jednak zła, po prostu myślałam, że autorka przedstawi ją nieco ciekawiej. Ja osobiście polubiłam główną bohaterkę, naprawdę da się ją lubić. Przynajmniej nie działała mi na nerwach jak Maxon.

Książka jest do bólu przewidująca, więc spodziewam się, jak to wszystko autorka zakończy, co jednak nie znaczy, że w Rywalkach nie było kilku zaskakujących momentów. Świetnie spędziłam czas czytając tę książkę. Zostałam wciągnięta w klimat powieści od samego początku, a świetnie wykreowany świat to kolejny plus tej książki. Mimo że książka aż tak bardzo mnie nie zachwyciła, postanawiam sięgnąć po kolejne tomy, aby przede wszystkim sprawdzić, czy następne części będą choć trochę lepsze. 

Podsumowując, książka jest dobra, nie oczekujcie jednak od niej arcydzieła, ale też nie podchodźcie do niej negatywnie, gdyż może tak samo, jak ja, zostaniecie oczarowani pałacem i fantastycznym sukniom. Mam też nadzieję, że Kiera Cass zmieni swój styl pisania na bardziej bogatszy, a dialogi będą nieco ciekawsze, bo niestety się nieco na nich zawiodłam. Zdecydowanie brakowało mi większego poczucia humoru, gdyż żarty niektórych bohaterów były żałosne i mało śmieszne, jedynie nadawały się do zapchania kolejnych stron. Niemniej zamierzam zapoznać się z kolejnymi tomami, gdyż urzekł mnie pomysł i klimat tych powieści.    

25 komentarzy:

  1. Ciągle zastanawiam się nad przeczytaniem tej książki, ale mam mieszane uczucia. Tym bardziej, że tak jak napisałaś, jest przewidująca. A ja nie przepadam za takimi książkami. Chociaż może kiedyś spróbuję ;)
    http://czytanienaszymzyciem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytało mi się lekko i przyjemnie i choć potem Elita mnie irytowała, to i tak będę kontynuować tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w połowie Elity, mnie też lekko irytuje, ale jest jak na razie dobrze :)

      Usuń
  3. Miło się czytało, choć mnie nie powaliło na kolana :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Całą serię mam w planach :)

    Zostałaś nominowana do LBA u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, na pewno odpowiem na pytania, jednak najpierw muszę się uporać z wcześniejszymi nominacjami :)

      Usuń
  5. Ksiażka była całkiem przyjemna, czytało się ją dosyć szybko :). Zgadzam się z Tobą słownictwo Pani Cass, było momentami zbyt ubogie.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Obiecałam sobie w grudniu, że ją przeczytam i cóż "dałam ciała", no nie wiem, cały czas się zastanawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od roku obiecałam sobie, że wreszcie przeczytam chociaż pierwszy tom, bo tak głośno o nim było... :))

      Usuń
  7. Cała seria jeszcze przede mną. A i chyba zrobiłaś błąd, bo we wszystkich tytułach z tej serii masz dwa razy "Jedyną".

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, głupi błąd, jak wejdę na komputer to poprawię :D

      Usuń
  8. Mimo poziomu powieści jednak Ci się spodobała. Pamiętam, że gdy pierwszy raz ją przeczytałam to byłam oczarowana, ale później zaczęłam nabierać do niej dystansu i szukałam czegoś więcej poza pomysłem i rozrywką. Po rozłożeniu powieści na czynniki znalazłabym równie wiele podobnych do wybranych przez Ciebie cytatów, które niestety pokazują, że powieść ta to nic niezwykłego. Moim zdaniem kolejne tomy są tylko słabsze.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczuwam, że z kolejnym tonem będzie Jeszce gorzej, ale od kilku dni męczę Elite, wiec się nie poddaję :)

      Usuń
  9. Mi się strasznie podobała ta książka i planuję jeszcze raz przeczytać, bowiem chcę całą serię przeczytać od początku :)

    http://przez-zycie-z-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam całą trylogię i mnie się bardzo podobała, choć język jakim została napisana chwilami mnie denerwował. Udowodniłaś to świetnymi cytatami :)
    Niestety drugi tom jest ciut gorszy, ale za w trzecim akcja nabiera tempa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku byłam bardzo ciekawa tej serii, ale teraz już sama nie wiem. Ostatnio widziałam kilka negatywnych opinii na jej temat i trochę się zniechęciłam. Może kiedyś przeczytam ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam całą serie!
    Nominowałam Cię do LBA :)
    http://mieszkankabiblioteki.blogspot.com/2015/08/liebster-blog-awards-2.html
    Miłej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Serią jestem szalenie ciekawa, więc jedno jest pewne- mam dużo nadrabiania ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam całą serię i na początku tak samo jak Ty nie przepadałam za Maxonem. Dopiero po przeczytaniu dalszych części polubiłam go bardziej niż Aspena. Co do trójkąta miłosnego to niestety, ale w "Elicie" nie da się go znieść. Główna bohaterka nie może zdecydować komu powierzy swoje serce i lata z kwiatka na kwiatek, a to przecież nie jest jej selekcja! Na szczęście w "Jednynej" Ami jest już zdecydowana i nie zmienia zdania co 5 minut. Zamierzasz czytać "Następczynię" ? Czy skończysz swoją przygodę z Selekcją na "Jedynej"?
    Zapraszam do mnie
    http://wkrainiepelnejksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w połowie Elicie i w sumie z niezdecydowiem Ami nie jest tak źle, jak przeczuwalam, niemniej mam nadzieję że w Jedynej będzie już dobrze. I tak - zamierzam sięgnąć po kolejne tomy, jeżeli Jedyna wyjdzie całkiem w porządku, to czemu nie? :) Choć właśnie dużo osób narzeka na Następczynie :/

      Usuń
  15. Mi się ta książka bardzo spodobała, podeszłam do niej jak do lekkiej, niewymagającej lektury i się sprawdziła. Urzekł mnie jej baśniowy charakter. Nie to co kolejna część, ale cóż, nie chcę Ci psuć odbioru o ile się zdecydujesz :)

    Zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam się z Twoją opinią, książka jest jedynie dobra. Co do trójkąta miłosnego - to jeden z powodów dlaczego nie wzięłam się za ''Elitę'', za bardzo mnie on irytował (z resztą jak każdy trójkącik).

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam tę serie a przynajmniej pierwsze 3 tomy bo tylko tyle na razie przeczytałam :) Trochę się boje sięgnąć po Następczynie ponieważ słyszałam strasznie dużo złych recenzji a nie chciała bym źle zapamiętać książek tej autorki.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://ksiazkazpolki.blogspot.com/2015/07/podsumowanie-czerwca-czerwiec-dosc.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę o przeczytaniu tej książki, ale jakoś mnie nie ciągnie do niej.;/

    http://krainaksiazek00.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)