poniedziałek, 26 października 2015

20. Recenzja książki: Czy wspominałam, że Cię kocham? - Estelle Maskame


Rodzice Eden Munro rozwiedli się już kilka lat temu, i od tego czasu dziewczyna nie widziała swojego ojca. Teraz jedzie z Portland do Santa Monica w Kalifornii, by spędzić lato z nim i jego nową rodziną: żoną i jej trzema synami, z których każdy jest obdarzony silnym charakterem. Najstarszy z nich, Tyler Bruce, to zbuntowany nastolatek o wybuchowej naturze i wybujałym ego, kompletne przeciwieństwo przyrodniej siostry. On i jego paczka biorą Eden pod swoje skrzydła, pozwalając jej doświadczyć zupełnie nowych dla niej przeżyć – imprez, plażowania i… łamania zasad. Tyler pozostaje dla niej zagadką, a im bardziej stara się go rozgryźć, tym mniej o nim wie i tym bardziej czuje, że rodzi się między nimi coś więcej. A przecież nie powinna interesować się swoim przyrodnim bratem w ten sposób. To zakazane!

Na premierę serii Dimily czekałam od dosyć dawna, dlatego byłam bardzo podekscytowana, że pierwsza część zostanie wydana u nas i to jeszcze w tym roku. Od razu wiedziałam, żeby nie oczekiwać od niej nie wiadomo czego, w końcu pierwowzór tej powieści był publikowany przez młodą jeszcze dziewczynę na platformie Wattpad. Nie wiem jak was, ale to właśnie takie nowatorskie i z pozoru banalne książki zazwyczaj skradają moje serce, dlatego moje podekscytowanie tą książką było ogromne.

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Eden, która, jak się można domyśleć, nie jest ikoną pewnej siebie dziewczyny. Jej kompleksy, skrytość, nieufność oraz oczywiście rozwód rodziców odbiera cały jej entuzjazm związany z wyjazdem do Kalifornii zaoferowany przez jej ojca. Eden nie wie, czy dobrze zrobiła, lecąc na wakacje do zupełnie nowego miejsca, w którym tak naprawdę nikogo w swoim wieku nie zna. Do tego musi wytrzymać całe dwa miesiące w obecności ojca, do którego Eden czuje żal, macochy oraz trzech przyrodnich braci. Główna bohaterka mimo obaw związanych z wyjazdem chce spróbować czegoś nowego i świeżego, co nie ma nic wspólnego z depresyjnym Portland, w którym mieszka od urodzenia z matką.

Jak już wspomniałam, Eden nie należy do osób śmiałych, nie wspominając już o tym, że na początku nie odnajduje się  Kalifornii, miejsca pełnego imprez. Na szczęście poznaje trzy przyjaciółki - Meghan, Tiffani oraz Rachael, które w przeciwieństwie do Eden doskonale umieją odnaleźć się w środowisku pełnym imprezowiczów i to one jako pierwsze pomagają dziewczynie oswoić się z sytuacją.

Co do Eden, nie będę się nad nią długo rozwodzić - ma wady i zalety, jednak umie zdać sobie sprawę, co robi nie tak, a przy okazji swoich niezbyt mądrych "akcji" wyciągnąć sensowne wnioski. Nie jest głupią nastolatką, która tylko czeka na kolejne imprezy, wręcz przeciwnie, mimo że ciągle zostaje w nie wciągnięta, ona woli zostać w swoim pokoju i porobić coś bardziej sensownego, niż picie alkoholu i branie narkotyków. Tyler to totalne przeciwieństwo głównej bohaterki, swoją szorstkością i pewnością siebie na początku oddala od siebie Eden. Dziewczyna jednak się nie zraża, wręcz przeciwnie, już na początku podejrzewa, że za swoim przyrodnim bratem kryje się coś, co ją do niego ciągnie.

Nie ukrywam, że do książki podeszłam z przymrużeniem oka, gdyż oczekiwałam od niej jedynie dobrego spędzenia czasu i ewentualnie czegoś, co mogłoby mnie poruszyć. I to właśnie otrzymałam - z pozoru banalnej historyjki wyciągamy wnioski, analizujemy zachowania postaci, zastawiamy się, co byśmy my zrobili na miejscu bohaterów. Czy wspominałam, że Cię kocham? poruszyło mnie, wywołało u mnie ogrom emocji. Ta książka pochłonęła mnie bez reszty, dzięki niej przeniosłam się z ponurej rzeczywistości (czytałam trochę na lekcji) do słonecznej i beztroskiej Kalifornii. Razem z Eden przeżywałam każdą porażkę, każdy jej sukces, po prostu wszystko. I to autorka spisała się na medal - może nad warsztatem pisarskim musi jeszcze poćwiczyć, ale te wszystkie emocje, które potrafi przelać na kartkę czynią tę książkę czymś niesamowitym.

Estelle Maskame zostawiła u mnie ogromny niedosyt, dlatego z niecierpliwością będę czekać na kolejne tomy serii Dimily. Jak już wspomniałam, książka nie jest napisana wybitnie, jednak ma w sobie coś, po czym mam kaca książkowego i nie sądzę, aby szybko mi on przeszedł. Czy wspominałam, że Cię kocham? jest idealne na odpoczynek po ciężkim dniu, co nie znaczy, że powieść was nie poruszy. Gdyby nie choroba, książkę zapewne pochłonęłabym w jeden dzień, ewentualnie dwa wieczory, dlatego jeśli jeszcze wahacie się, czy warto zapoznać się z serią Dimily, zróbcie to jak najszybciej!

18 komentarzy:

  1. Okładka ładna, ale nie dla mnie. Nie lubię new adult, romansów, obyczajowych albo połączone ze sobą gatunkowo. Preferuję coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś mnie ten zakazany owoc nie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zbiera dobre recenzje. Może się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie książka nie musi być wybitna, ważne, że ma to "coś" dzięki czemu czyta się ją z przyjemnością. Chętnie poznam ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje klimaty, więc myślę, że książka mi się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama nie wiem czy to książka dla mnie. Może kiedyś... Okładka mi się bardzo nie podoba ;/
    pozdrawiam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka jak najbardziej dla mnie! Ale chyba poczekam, aż w Polsce zostanie wydana druga część, bo jeżeli pierwsza pozostawia niedosyt, to nie chcę skazać się na katorgi i czekanie na ciąg dalszy ;)

    http://zaczarowana-me.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę czytałam i totalnie skradła ona moje serce. Mimo, że autorka jest bardzo młoda to napisała genialną powieść, która strasznie wciąga i funduje wielkiego kaca książkowego! Polecam każdemu :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze mówiąc nie miałam w panach przeczytania tej książki. Jednak czytam coraz więcej pozytywnych recenzji i teraz mam mętlik w głowie ;P Może kiedyś po nią sięgnę, ale raczej w bliżej nieokreślonej przyszłości. Pozdrawiam :)

    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś mnie do niej nie ciągnie..
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Czeka na półce... ja także zamierzam do niej podejść z delikatnym przymrużeniem oka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Okładka jest cudowna ale zdecydowanie wolę fantastykę. No cóż może jak będę miała ochotę na chwile przerwy to ją przeczytam
    Wydaje mi się wręcz idealna na takie odmóżdzenie. Po za tym czuje ze polubię główną bohaterkę skoro również kocha książki (chyba że cytat o zakupach nie należy do niej)

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie dla mnie :D
    Już to gdzieś pisałam - mi to przypomina trudne sprawy czy w Wesołowskiej kiedyś był taki problem...

    OdpowiedzUsuń
  14. Heh, widzę że "Zostań, jeśli kochasz" zapoczątkowało jakąś dziwną modę na okładki z powycinanych fragmentów zdjęć. Ani to przyciągające wzrok, ani kreatywne... xd
    Sama nie wiem, fabuła brzmi jak typowe YA, a ja raczej nie przepadam za tym gatunkiem. Raczej sobie odpuszczę, moja lista chciejczytadeł i tak pęka w szwach :P. Ale jak ktoś ma dużo czasu na takie czytadełka, to czemu nie ;)?
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz taka moda okładkowa :D niedługo przyjdzie czas na coś innego i będzie nowe zatrzęsienie :D

      Usuń
  15. Nie wiem... Jakoś nie mogę się przekonać. Może to dlatego, że poprzedni romans z Wattpad miałam za sprawą "After" Anny Todd, a ten tytuł mi wybitnie nie przypadł do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Koniecznie muszę to przeczytać :) Okładka jest piękna :D/A.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakoś opis mnie nie przekonuje. Ale z czasem może zmienię nastawienie (wątpliwe, ale możliwe) i zmienię zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)