czwartek, 17 grudnia 2015

26. Recenzja książki: Pod kloszem - Meg Wolitzer


Gdyby życie było sprawiedliwe, Jam Gallahue nadal mieszkałaby w rodzinnym New Jersey ze swoim uroczym chłopakiem z Wielkiej Brytanii – Reevem Maxfieldem. Oglądaliby razem stare skecze i całowali się między regałami szkolnej biblioteki. Z pewnością nie byłaby teraz w Wooden Barn, szkolnym ośrodku terapeutycznym w Vermoncie, i nie chodziłaby na przeznaczone tylko dla wybranych uczniów (rzekomo odmieniające życie) lekcje pt. „Specjalne zagadnienia z literatury angielskiej” poświęcone wyłącznie twórczości Sylvii Plath. Życie jednak nie jest sprawiedliwe. Reeve’a nie ma już od ponad roku, a Jam wciąż nie może otrząsnąć się po stracie. Kiedy zadanie domowe polegające na pisaniu pamiętnika otwiera Jam i pozostałym uczniom drogę do innego świata, nazwanego przez nich Belzharem, dziewczyna odkrywa rzeczywistość, w której czas staje w miejscu, a ona znów może poczuć obecność Reeve’a. Jednak zapełniając kolejne strony dziennika, Jam musi zmierzyć się z prawdą i zdecydować, jak wiele jest gotowa poświęcić, by odzyskać to, co utraciła.
(źródło: bukowylas.pl)

Pod kloszem to jedna z tych książek, która mimo swojej prostoty przyciąga uwagę w księgarni czy też bibliotece - sama, jak tylko spojrzałam na okładkę chciałam jak najszybciej zapoznać się z powieścią Meg Wolitzer. 

Najbardziej jednak zaintrygowały mnie przedmioty znajdujące się na okładce, mające później ogromny wpływ na historię głównej bohaterki, czyli Jam. Dziewczyna jakiś czas temu przeszła ogromne załamanie nerwowe związane ze śmiercią swojego byłego chłopaka, Reeva. Jam nie tylko jest zrozpaczona, ale też niechętna do wykonywania jakichkolwiek czynności, dlatego rodzice wysyłają ją do specjalnej szkoły, zwanej jako Wooden Barn. To tam główna bohaterka przechodzi ogromną metamorfozę, ale też zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę w życiu jest dla niej najważniejsze.

Meg Wolitzer nieraz zaskoczyła mnie w swojej książce. Wydawało mi się, że nic mądrego i przede wszystkim ciekawego nie można wynieść z powieści, w której co chwilę główna bohaterka wspomina o swoim byłym chłopaku i marzy tylko o tym, aby on niespodziewanie ożył i objął ją w swoje ramiona. Dlatego jestem pod ogromnym wrażeniem, jak autorka manipulowała mną przez te wszystkie rozdziały i całą historię przedstawiła nie z tej perspektywy, na jaką oczekuje czytelnik: tak, aby wszystko było dla nas zaskoczeniem. Naprawdę - Pod kloszem co rusz mnie zaskakiwało i z pozoru banalnej historyjki o miłości otrzymałam coś, po czym analizowałam zachowanie bohaterów i długo zastanawiałam się nad samą książką.

Co raz częściej zdarza mi się trafiać w książkach na ograniczone i wręcz minimalne przedstawienie postaci. Mimo że większość osób w powieści pani Wolitzer da się lubić, to jednak brakowało mi dokładniejszego poznania głównej części bohaterów - z tego też powodu nie wzbudzili we mnie większych emocji, a szkoda, bo książka z pewnością wiele by zyskała na ekscytacji i sentymencie czytelnika. Bardzo ważną rolę w tej książce odkrywa Reeve, Brytyjczyk, który przyjechał do Ameryki w wyniku wymiany uczniów. Swoją postawą oraz wizerunkiem punka od razu przykuwa uwagę Jam, która od pierwszego wejrzenia bez opamiętania się w nim zakochuje. W Wooden Barn, czyli szkole, do jakiej trafiła po śmierci Reeva, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że jednak to, co wytworzyła w wyobraźni daleko odbiega temu, kim tak naprawdę jest ten chłopak. Autorka przedstawia nam Reeva w sposób bardzo pozytywny, wręcz nieskazitelny - idealny akcent, idealna fryzura, idealny humor. Cud, miód i malina - żadnych skaz i niedoskonałości.

Podsumowując, Pod kloszem to dobra młodzieżówka, którą dosłownie połknęłam w kilka wieczorów. Styl pisania autorki jest dosyć uproszczony, dlatego książkę można przeczytać w naprawdę błyskawicznym tempie  Wydaje mi się, iż gdyby Meg Wolitzer bardziej skupiła się na dokładniejszych opisach oraz kreowaniu bohaterów, mogłabym wtedy w ciemno polecić Pod kloszem wszystkim miłośnikom gatunku Young Adults. Z początku Jam wydawała mi się pustą nastolatkę, ba, w ogóle nie rozumiałam jej postępowaniem. Z czasem jednak zaczynałam rozmieć jej zachowanie oraz to, co czuła do Reeva. Jeśli myślicie, że owa książka to kolejna bezbarwna młodzieżówka, która skupia się tylko i wyłącznie na nieszczęśliwej miłości, muszę Was uprzedzić, że to tylko błędne założenie, przez które stracicie szansę na poznanie fantastycznej historii, która zostanie w waszej głowie na dłużej.

Recenzja bierze udział w akcji Jesienne czytanie na portalu Urodaizdrowie.pl.

11 komentarzy:

  1. Myślę, że kiedyś zapoznam się z tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z opisu Pod kloszem zawsze wnioskowałam, że to tylko zwykłą historia o miłości, jakich już wiele czytałam i pewnie jeszcze więcej przeczytam. Jednak skoro przekonujesz, że wcale tak nie jest to cóż... być może kiedyś dam szansę tej książce :>
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro to książka dla młodzieży, polecę ją mojej kuzynce. Powinna się jej spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko już sięgam po młodzieżówki, chyba, że są z fantastyki i posiadają dobre opinie. :)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&serials&films

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś uciekałam od takich książek, ale coraz bardziej się do nich przekonuję :D
    Uwielbiam Twoje recenzje, ta również jest świetna, dodajesz książką magii.
    Czekam na więcej i buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raczej podziękuję - nie dla mnie :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaciekawiła mnie ta książka, ale chyba nie jest w moich klimatach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako zdecydowany przeciwnik YA, mało prawdopodobne, bym po tę książkę sięgnęła - nie moje klimaty, więc i sądzę, że byłby to dla mnie stracony czas. Choć faktycznie okładka przyciąga uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  9. W ogóle nie słyszałam o tym tytule:) Dlatego lubię czytać blogi :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety książka nie przekonuje mnie w żadnym stopniu. Fabuła zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie gdzieś tam jednak zaciekawiła, głównie dlatego, że piszesz o zaskoczeniach, a te w książkach bardzo lubię. Pewnie nie będę się za nią jakoś mocno rozglądała, ale z biblioteki kiedyś być może wypożyczę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)