środa, 20 stycznia 2016

29. Recenzja książki: Więzień Labiryntu - James Dashner


Kiedy Thomas budzi się w ciemnej windzie, jedyną rzeczą jaką pamięta jest jego imię. Kiedy drzwi się otwierają jego oczom ukazuje się grupa nastoletnich chłopców, która wita go w Strefie – otwartej przestrzeni otoczonej wielkimi murami, która znajduje się w samym centrum wielkiego i przerażającego labiryntu. Podobnie jak Thomas, żaden z mieszkańców Strefy nie wie z jakiego powodu się tu znalazł i kto ich tu zesłał. Czują jednak, że ich obecność nie jest przypadkowa i każdego ranka próbują znaleźć odpowiedź, przemierzając korytarze otaczającego ich labiryntu. Jednak ta droga nie jest łatwa, bowiem labirynt skrywa swoje okrutne tajemnice. Kiedy następnego dnia po Thomasie windą do Strefy po raz pierwszy zostaje dostarczona dziewczyna przynosząc tajemniczą wiadomość, wszyscy Streferzy zdają sobie sprawę, że od tej pory nic nie będzie już takie jak było. Thomas podświadomie czuje, że to właśnie on i dziewczyna są kluczem do rozwiązania zagadki Labiryntu i znalezienia wyjścia. Ale z każdą chwilą czasu na to jest coraz mniej, a pytań wciąż więcej.
(źródło: lubimyczytac.pl)

O Więźniu Labiryntu było ostatnio bardzo głośno za sprawą ekranizacji drugiego już tomu owej trylogii. Postanowiłam, że dam najpierw szansę książce, dopiero potem, jeżeli powieści już mi się spodobają, sięgnę oczywiście po filmy.

Na początku opis Więźnia Labiryntu wydawał mi się dość oklepany, zupełnie nie przekonał mnie do przeczytania tej książki. Przyznam, że wyobrażałam sobie fabułę zupełnie inaczej - byłam przekonana, że główny wątek skupi się na grupce nastolatków uwięźnionych w groźnym i niebezpiecznym labiryncie, których jedynym zadaniem będzie przetrwać do ostatnich rozdziałów -  zupełnie jak w Igrzyskach Śmierci. Jeśli jednak mieliście okazję przeczytać pierwszy tom Więźnia..., wiecie już jak ogromnie się pomyliłam. Zaraz po skończeniu ostatniego rozdziału dość poważnie skarciłam się w duchu za to, że po raz kolejny chciałam skreślić naprawdę dobrą książkę z powodu nieciekawego opisu z tyłu okładki. Teraz już wiem, iż James Dashner napisał świetną i niepowtarzalną książkę, po której mam ogromny niedosyt i pragnę jak najszybciej zapoznać się z resztą tej niesamowitej trylogii.

Historię poznajemy z perspektywy Thomasa, szesnastoletniego chłopaka, odważnego i gotowego do jak najszybszego znalezienia wyjścia z labiryntu. Główny bohater to barwna postać, która pomimo upartości i naiwności, miała więcej zalet niż wad. Tom nie dba o swoje dobro - głównie zależy mu na tym, aby jak w największym stopniu pomóc i ocalić innych. Reszta bohaterów to przede wszystkim płeć męska, która tak samo jak Thomas, pragnie prędko wydostać się z pułapki zgotowanej przez sekretnych stwórców. Jest kilku bohaterów, którzy zdobyli moją sympatię i raczej na dłużej zostaną w mojej głowie - zupełnie straciłam głowę dla Minho - kolejny mąż do kolekcji, a co! Coś, co jednak zdążyłam zauważyć, nie powiem, rozczarowało mnie - autor skupił się za bardzo na postaciach pierwszoplanowych, przez co cała reszta została zepchnięta na ostatni plan. Były sytuacje, w których mieli swój udział dosłownie wszyscy, ale ostatecznie tylko kluczowe postacie nawiązywały dialogi, reszta była jedynie zbędnym tłem.

Coś, co może być dla niektórych czytelników jedynie miłym dodatkiem, na mnie zrobiło pozytywne wrażenie, ba, być może bez tego owa książka nie spodobałaby mi się aż tak. A mam tu na myśli nietypowe słownictwo, czy też slang, jakim posługuje się większość bohaterów. Słowa takie jak klump, zawrzyj twarzostan, smrodas, sztamak są jak najbardziej na porządku dziennym w Więźniu Labiryntu - nawet nie pamiętam, przy której książce tyle razy się śmiałam z tych i wielu innych wyrazów Jamesa Dashnera. Za dialogi również należą się brawa, jeżeli zwracacie na nie dużą uwagę, na pewno nie zostaniecie zawiedzeni.

Nie ukrywam, że na początku miałam duży problem z odnalezieniem się w tej książce. Rozdziały wlokły się niemiłosiernie, a przerzucenie kolejnej strony trwało u mnie stanowczo za długo, dlatego przeczytanie jej zajęło mi dosyć sporo czasu - dopiero po ponad stu pięćdziesięciu stronach przestałam się nudzić. Niemniej zaraz po tym zaczęłam z niecierpliwością i podekscytowaniem oczekiwać zakończenia.

Więzień Labiryntu to jedna z lepszych książek dla młodzieży o tematyce dystopijnej, jakie miałam okazję przeczytać, dlatego nie ma mowy, abym zakończyła swoją przygodę z tą serią tylko na jednym tomie. Owa trylogia spełniła moje oczekiwania, choć myślałam, że wywrze na mnie trochę większe wrażenie - po prostu czegoś mi w niej brakowało. Uważam, że jeśli lubicie owiane tajemnicą powieści, w których akcja cały czas przybiera tempa stanowczo musicie zapoznać się z tą serią.

15 komentarzy:

  1. Chciałabym przeczytać i skompletować do swojej biblioteczki wszystkie cztery części ;) Ale to może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raz mam tę książkę w planach, a potem nie mam i tak w kółko. Może kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam Więźnia labiryntu, ale nie byłam pod ogromnym wrażeniem, ale mimo wszystko podobała mi się ta historia:>

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam jedynie okazję obejrzeć film o tm tytule, ktory przypadl mi do gusti. Oczywiscie w nahblizszym czasie planuje przeczytac ksiazke.
    Pozdrawiam i zapraszam:
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczęłam czytać, ale porzuciłam po jakiś 20 stronach, bo okropnie mi się nie spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale recenzje mnie zachęcają. Muszę się skusić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wieści o filmie obiły mi się o uszy, ale dopiero teraz zauważyłam, że gra tam Kaya, którą bardzo lubię. :) Fabuła nie do końca w moim typie, ale może skuszę się, gdy będę miała na to okazję. Liczę na pozytywne rozczarowanie. :)
    _______________

    MAJUSKUŁA

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałabym dorwać całą trylogię :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cała trylogia jest świetna, uwielbiam ją! Mi również bardzo spodobało się oryginalne słownictwo, którego użył autor. To bardzo odróżnia tę książkę od innych ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Poznanie najpierw książki potem filmu to dobry plan. Ja zaczęłam od filmu, który bardzo mi się spodobał, ale odebrał mi chęć na czytanie, bo i po co, skoro znałam już tą historię? Szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam, ani nie oglądałam filmu, ale bardzo bardzo chcę! Uwielbiam książki o takiej tematyce <3 Sama nie wiem dlaczego nie mogę się za nią zabrać. Świetna recenzja, jak zwykle :D Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja czytałam i jest świetna :) Tak samo jak twoja recenzja ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Z jednej strony nie jest to mój klimat, ale z drugiej ten tytuł jakoś mnie do siebie przyciąga i mam ochotę sama zajrzeć do niego. Może kiedyś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. "Więźnia..." czytałam już bardzo dawno temu i choć książka właściwie mi się podobała, póki co nie zebrałam się w sobie, aby sięgnąć po kontynuację. Może w najbliższym czasie skuszę się na "Próby ognia", bo w sumie chciałabym już obejrzeć film. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba na razie nie zmotywuję się by rozpoczynać kolejną serię, chociaż w gruncie rzeczy poczułam się trochę zainteresowana. Podoba mi się pomysł na fabułę i chociaż raczej nie w najbliższym czasie, to może kiedyś się na "Więźnia labiryntu" skuszę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)