czwartek, 6 lipca 2017

43. Recenzja książki: Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię? - Estelle Maskame


Eden i Tyler po raz ostatni widzieli się rok temu. W Nowym Jorku wiele się między nimi wydarzyło, a ich płomienny romans zakończył się rodzinną awanturą. I wtedy Tyler zniknął. Eden sama musiała stawić czoła wściekłej rodzinie, żyć z etykietką niemoralnej pannicy w oczach bliskich i całego Santa Monica, a później z trudem przyjąć do wiadomości, że pomiędzy nią i Tylerem wszystko skończone. Aż w końcu cała miłość, jaką czuła, wyparowała. Zamiast niej pojawił się gniew. Gdy Tyler znów pojawia się na horyzoncie, nic nie jest takie jak dawniej.
(źródło: matras.pl)

Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię? to już trzeci i zarazem ostatni tom serii DIMILY. O ile pierwsza część wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, o tyle druga była znacznie gorsza - głównie ze względu na dziecinne i niezrozumiałe zachowanie głównej bohaterki. Nie miałam więc wyboru, jak podejść do trzeciej z dużą dozą dystansu.

Tym razem z Nowego Jorku przenosimy się do Santa Monica. Eden nie widzi Tylera przez cały rok - w ciągu tego czasu studiuje na chicagowskiej uczelni, poznaje nowych znajomych, a jej uczucie do przybranego brata nieco gaśnie. No, może niezupełnie.

Rodzina ją nienawidzi, a ludzie na ulicy wytykają palcami i obgadują. Jedyne oparcie widzi w swojej najlepszej przyjaciółce i matce, to jednak nie wystarcza, by główna bohaterka pozbyła się głębokiego żalu po rozłące z Tylerem oraz złości do ojca, który nie chce mieć ze swoją córką nic wspólnego.

Podczas czytania z rozbawieniem zdałam sobie sprawę, że najważniejszą rzeczą dla Eden jest posiadanie chłopaka (w tym przypadku Tylera), bowiem bez niego nie jest w stanie normalnie funkcjonować, znaleźć sobie jakieś hobby czy chociaż na chwilę przestać myśleć o tym, jak bardzo go nienawidzi. Nie mam nic przeciwko, że główna bohaterka dość bujnie przeżywa całe to rozstanie, ba, w pewnym momencie nawet czuję ulgę, kiedy autorka udowodnia, iż całkiem dobrze wychodzi jej przelewanie tych wszystkich łez i negatywnych uczuć na papier. Nie można jednak ukryć, że zostało to przesadzone i nie trwa to długo, kiedy czytelnik z politowaniem uzmysłowi  sobie, że jedynym celem w życiu Eden jest Tyler. Ona nie wyobraża sobie życia bez myślenia o swoim przybranym bracie, a w porównaniu z Tylerem to ona jest tą zdesperowaną, której będzie bardzo ciężko odnaleźć się w prawdziwym życiu. Co do Tylera - chłopak wyjechał, rozpoczął kilka działalności, zaczął nawet się spełniać, za to główna bohaterka, która pomimo pogodzenia się z tym, że nie wróci do swojego przybranego brata, nie jest w stanie zrobić czegoś bardziej ambitnego. I tak jest przez całą książkę, w każdym rozdziale, w każdym zdaniu. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że jedyne, na czym zależy Eden w swoim życiu, to posiadania chłopaka. Główna bohaterka tak naprawdę nie ma nic ciekawego do powiedzenia, bo kolejny opis zachwytów na temat nieziemsko wyglądającego Tylera w białym t-shircie zrobił się już mało przekonujący.

Mimo że Tyler ma w głowie troszkę więcej niż Eden, szczerze przyznam, że Tyler z trzeciego tomu nie dorównuje Tylerowi z pierwszego. Nie mam pojęcia, kiedy to się stało (żartuję, no przecież wiem), ale Tyler z naprawdę gorącego (o, zgrozo) i sarkastycznego Tylera zmienia się w ciepłą kluchę, która jest tak super idealna, uprzejma i zachowuje się jak pięćdziesięcioletni wujek, że aż mnie mdli. Po prostu wolę starego, dobrego Tylera.

Jeżeli miałabym krótko i treściwie podsumować tę książkę, bez wyrzutów sumienia określiłabym ją jako nudną i delikatnie niepotrzebną. Niepotrzebną, gdyż przez ponad trzysta stron czytamy o czymś przeraźliwie nużącym, czymś, co powinno po raz kolejny przejść przez korektę i zostać skrócone do maksymalnie stu stron. Nie podobały mi się płytkie postacie, płytkie dialogi i jeszcze bardziej płytkie pióro Estelle Maskame. Nie uważam czas spędzony przy tej książce za stracony, ponieważ znalazło sie kilka momentów, kiedy nie mogłam oderwać się od czytania i byłam ciekawa zakończenie (mimo że jest do bólu przewidywalne), ale nie ukrywam, że mogło być ciut lepiej. Czytając tę książkę niesamowicie łatwo domyślić się, że została ona napisana przez początkująca młodą osobę i minie jeszcze sporo czasu, nim otrzymamy od Estelle Maskame interesujące portrety psychologiczne bohaterów oraz jakiekolwiek znaczące opisy, bo szczegółowa charakterystyka zwykłej kawy, którą właśnie sączy główna bohaterka się nie liczy, okej? Poza tym odniosłam dziwne wrażenie, że Estelle Maskame włożyła w tę powieść najmniej serca i przy okazji chciała uporać się z jej pisaniem jak najszybciej.

Mimo wszystko mam do tej trylogii sentyment, będę ją wspominać bardzo ciepło i zawzięcie polecać tym, którzy tak właściwie rzadko sięgają po coś do czytania i nie mają dużych wymagań względem książek.

2 komentarze:

  1. Gdybyś oceniła ją nawet na dziesiątkę to i tak bym po nią nie sięgnała, bo nie są to moje klimaty. Innych może faktycznie przerażać brak jakiejkolwiek dynamiki akcji no i płytko opisani bohaterowie, a mało kto takich bohaterów pragnię. Jednak najważniejsze jest to, że będziesz miała już a zawsze do niej sentyment. To pozostaje na całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś bardzo chciałam zapoznać się z tą trylogią , ale teraz ochota mi przeszła :)Może kiedyś :p Chociaż nie ukrywam, że ten główny bohater z pierwszego tomu, trochę mnie kusi :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)