niedziela, 23 lipca 2017

44. Recenzja książki: Indeks szczęścia Juniper Lemon - Julie Israel


Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem. Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „TY”. Jest w szoku – nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa. Jaka naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość „TY” i dostarczyć mu list. Ale wtedy Juniper coś gubi. Niewielką kartkę, jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.
(źródło: iuvi.pl)

Temat śmierci dosyć natarczywie pojawia się jako motyw przewodni w wielu książkach zaadresowanych do młodzieży (już nawet seriale zostały w to wszystko wmieszane) i nie ukrywam, że po tylu przeczytanych powieściach o tej tematyce rzadko zdarza mi się trafić na coś odkrywczego. Niemniej muszę przyznać, że Julie Israel nie wypadła aż tak blado na tle konkurentów. 

Na początku czytania powieść wydawała mi się niesamowicie świeża i trochę inna od reszty młodzieżówek, niestety w okolicach setnej strony, gdzie fabuła zdążyła się już rozbudować, obudziłam się z tego amoku i zdałam sobie sprawę, że bohaterowie i sposób narracji, który z początku dobrze przyjęłam, po pewnym czasie straciły swój urok, a klimat z niebiesko-fioletowej okładki nieco zbladł. Julie Israel nie potrafiła wyjść ze swojej skorupy i utrzymać świetnego poziomu do końca, więc nie da się ukryć, że powieść została napisana w pewien typowy młodzieżowy sposób i osobom, które obcują z literaturą niezwykle często, może być trudno, aby nazwać Indeks szczęścia Juniper Lemon odkryciem.

Tymczasem Juniper to bez wątpienia ciekawa i charyzmatyczna dziewczyna, której sposób bycia oraz zawziętość, żeby wszystkim żyło się dobrze (a nawet lepiej od niej) zasługuje na uwagę. Pomimo śmierci siostry główna bohaterka stara ułożyć sobie życie na nowo, choć nie jest to proste, kiedy maniakalnie słyszy na swój temat plotki w szkolnej stołówce, a przygnębieni rodzice oraz niewiedząca jak pomóc najlepsza przyjaciółka odwracają się od niej plecami. Lemon jest przede wszystkim uparta, niezależna i kreatywna, przez co bardzo spodobał mi się jej pomysł na tworzenie fiszek, w których codziennie spisuje swój własny poziom szczęścia.

W tej książce nie przeczytamy o żałobach, pogrzebie, morzu łez i wizytach głównej bohaterki u psychologa. Julie Israel wręcza nam ciekawość, nieśmiały optymizmu i wskazówki, by pomóc dziewczynie odkryć pewną zagadkę. Szukanie zaginionej fiszki oraz poznawanie sekretów umarłej siostry okazuje się ciekawym przeżyciem (jakkolwiek nieodpowiednio to brzmi) i już nie mogłam się doczekać zakończenia - nie z racji tego, że była to nudna lektura, tylko dlatego, że na tyle byłam nią zaabsorbowana, iż pragnęłam poznać tajemnicę siostry Juniper jak najprędzej.


Mimo że książki o takiej tematyce zaczynają mi się przejadać, Indkes szczęścia Juniper Lemon to udany i inspirujący debiut Julie Israel, która wiedziała, o czym pisze i do jakiej grupy odbiorców kieruje swoje słowa. Pragnie uświadomić młodym osobom, że starta bliskiej nam osoby niekoniecznie musi wyglądać schematycznie i możemy się z niej wiele nauczyć. Powieść nie porwała mnie do takiego stopnia, bym mogła polecić ją każdemu, bo jednak bohaterowie i sama fabuła nie okazała się czymś wybitnym, a jedynie naprawdę ciekawym sposobem na spędzenie czasu. To książka na kilka dni, ponieważ dzięki lekkiemu piórowi autorki oraz chęci dowiedzenia się, jak to wszystko się skończy Indeks szczęścia... czyta się w zastraszającym tempie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu IUVI.


5 komentarzy:

  1. Lubię takie udane debiuty, nie mówię więc nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że w trakcie lektury Twój entuzjazm zaczął opadać, a klimat na początku tak dobrze się zapowiadający ostatecznie nieco zawiódł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój entuzjazm przez całą książkę był taki sam, bo nie spodziewałam się fajerwerków. Mimo wszystko książka bardzo mi się podobała, jest idealna na wakacyjne dni ;)
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Tytuł mam już zapisany, gdyż sama tematyka śmierci mnie bardzo intryguje. Bardzo lubię powieści młodzieżowe właśnie w takim wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przyjemnie mi się czytało tę książkę, autorka ma naprawdę przystępny i lekki język, ale jednak... Miałam wrażenie że to już gdzieś było, niczym ta pozycja się nie wyróżniała wśród innych młodzieżówek, które też zaczynają mi się przejadać. Pomysł fajny, czyta się przyjemnie, jednak raczej nie zostanie ona w mojej pamięci na długo. xD
    Pozdrawiam!
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy Twój komentarz, bowiem motywuje on do dalszego pisania oraz prowadzenia bloga. Miło mi również będzie, jeśli dołączysz do obserwatorów :)